2014/10/20

Wewnętrzny monolog własny.

Jestem na siebie zła. Za to, że tak mało ostatnio pisałam.  Nigdy nie chciałam żeby ten blog po prostu opowiadał co robiłam, z kim albo co ostatnio zjadłam dobrego na obiad. Trochę się zawiodłam sprawdzając popularność postów i dowiadują się, że najczęściej wyświetlany był ten, w którym opowiadam gdzie byłam na wakacjach i kogo poznałam. 
Czy aż tak bardzo ludzi ciekawi życie innych? Może lubimy czytać o ciekawostkach z życia obcych bo sami mamy je nudne? Ale przecież moje nie jest aż takie ciekawe ...
Wracając do tematu, moim założeniem na motyw tego bloga było obserwowanie i wyciąganie wniosków z rzeczywistości.  Tyle, że aktualnie nie mam czasu mrugnąć żeby notatki z historii nie zkrzyczały/skrzyczały ( jak to napisać ? Polska języka to trudna języka, jak to mówią) że mam się uczyć, bo dużo zaległości. 
Eh, ale nie po to pisze żeby się żalić tylko wziąć w garść i zacząć znowu patrzeć na świat poza zeszytem lub telefonem!
OK.  Głęboki wdech i koniec wewnętrznego monologu. Za wszystkie  grzechy szczerze żałuję i postanawiam poprawę. ^^

2014/09/23

Ten moment, gdy przytula Cię chłodny wiatr...

Wyszła z budynku i owiał ją szary podmuch ponurego dnia. Jesień nadeszła, pomyślała. Zatrzęsła się od chłodnego powiewu i uśmiechnęła się pod nosem. Nareszcie.

Wiem, że to może zabrzmieć niepokojąco, ale rano pobiegłam spojrzeć na  termometr jak małe dziecko w poszukiwaniu prezentów we Wigilię i gdy zobaczyłam, że jest tylko 11 stopni i zdałam sobie sprawę, że będzie mi dzisiaj zimno zrobiłam coś w rodzaju "O tak!" i trochę jakby podskoczyłam ze szczęścia.

Nie wiem czy ta przypadłość się jakoś nazywa, ale znajduje chorą przyjemność w ponurej pogodzie. Gdy na dworze jest szaro i trochę ciemno, robi się przytulniej. Niebo zdaje się być niżej i otulać ziemię oraz ludzi na niej, zawsze gdzieś się spieszących. Wiatr zatrzymuje czas i zmusza do przemyśleń, wewnętrznej rozmowy, podsumowania pewnych spraw. W końcu kolejny rok zbliża się ku końcowi.

Lubie jesień. Jest taka poetycka.  Potrafię się wzruszyć na widok opadających liści, nie dlatego, że mi smutno, bo umierają. Dlatego, że są takie piękne, gdy tak bezwiednie wirują na wietrze. Chciałabym być takim liściem. Oderwać się od gałęzi i frunąć, opadać. Lekka, wolna...

2014/09/01

1 września

PIERWSZY WRZEŚNIA... Brzmi złowrogo prawda? Ja w tym roku nie czuje jeszcze tego strachu. Siedząc w ławce w klasie miałam wrażenie, że nie było mnie tam tylko tydzień. Tak samo spotkania z ludźmi ze szkoły. Wiesz, że masz dobrych znajomych i zgraną klasę kiedy nie płaczesz ze szczęścia widząc ich na rozpoczęciu nowego roku. Kiedy nie tęsknisz, bo nie miałeś/aś kiedy. Ja dopiero co się z nimi widziałam i nie odczułam ich braku i to było piękne. Dobrze jest wiedzieć, że kontakt z nimi to coś więcej niż ławka obok na języku polskim.                 

Dzisiaj krótko, bo wiele się jeszcze nie działo.
Moja rada dla was: nie ma się co spinać tym końcem, wystarczy żyć tak, by wakacje trwały cały rok ;*

2014/08/29

Pretty Little Lie.

Niedawno uświadomiłam sobie coś, co od zawsze wiedziałam. Wszyscy to wiemy i akceptujemy. Największe kłamstwo ludzkości wszech czasów. <Dramatic pause...> MAKIJAŻ. Mam racje? No pewnie, że mam.

Od zawsze kobiety upiększały się, by podobać się mężczyznom. Albo innym kobietom, co kto woli. Chociaż mówi się, że pięknie powinno się wyglądać dla samej siebie, to powiedzmy sobie szczerze: robimy to, żeby się podobać facetom ;)
Wkładamy ładne ciuszki, zakładamy szpile (nieważne, że po 2h nie ma się ochoty wstać i isć dalej, ale nogi są w nich dłuższe, a i tyłeczek zgrabniejszy),upinamy włosy, upachniamy się perfumami i zmieniamy twarz na wyjściową.

Nie jestem jakąś wielką pionierką makijażu. Dopiero odkrywam jego podboje, bo jakoś wcześniej nie umiałam się do tego dobrze zabrać. Ale już zdążyłam zauważyć jakie niesamowite daje efekty ^^ Lekki, codzienny makijaż. Nie tona tapety rzucona szpachlą.
Osobiście nie mam wielkich problemów z cerą, nie muszę się jakoś dużo maskować i nie różnie się w nim od wersji saute. Jestem po prostu ładniejsza. Ale są dziewczyny, które potrafią oszukać naturę i nadać sobie nowe rysy twarzy. Szacun laski. Chociaż kłamią.



Makijaż to kłamstwo (nie przez przypadek w języku angielskim make up znaczy także zmyślać xD), ale nikt nie jest za nie oburzony. Wszyscy akceptujemy taką ładniejszą wersję świata. Panowie też. Chociaż mówicie, że wasza kobieta najpiękniejsza jest rano jak wstanie. Nieuczesana, nieumalowana, w rozciągniętej koszulce. Mówicie tak, bo tak sądzicie kiedy kochacie, ale przyznajcie się otwarcie - żeby pokochać prawdę trzeba ją zauważyć za kłamstwem, a niestety bez tego kłamstwa moglibyście ją w tłumie przegapić. Nie mówię, że zawsze tak jest, ale w dużej większości przypadków.

Czujecie sie uswiadomieni? Pewnie wiele to w waszym życiu nie zmieni,  ale nieuświadomych ostrzegam. Nie wszystko piękne jednego dnia wyglada tak samo na drugi dzień rano. :D

2014/08/15

Prawie w domu.

Powróciłam dziś z wyczerpującej 36h podróży z Bułgarii (Złotych Piasków), w której spędziłam 8 dni. Powiem tak- Bułgaria niszczy. Pewnie nie konkretnie ten kraj, ale tego typu obozy. Gdyby trwały dłużej chyba bym sama uciekła :3
Świetnie spędzony czas, wspaniali nowo poznani  ludzie, ale lekki brak własnej ekipy, bo jednak co swoje ziomki to swoje ziomki. Na szczęście już jutro nadrobimy braki bo - Mielno- przybywamy!
Z morza nad morze. Mój tata- kierowca autobusu- właśnie chodzi koło mnie i narzeka "jutro nad morze, potem do domu i za tydzień znowu nad morze..." biedny był tam chyba już 5 razy w te wakacje. Cóż taka praca.

Chociaż pewnie zdajecie sobie sprawę na jakiego typu plażowo- klubowych wakacjach byłam, to o nie nie. Zwiedzałam. Tak. Wybrałyśmy się z Agatą na zwiedzanie Balchiku i Kaliakry. Wiem, że te nazwy mało mówią. Na początku udaliśmy się do warsztatu garncarskiego i najwiekszą jego atrakja, poza oczywiśćie przepięknymi glinianymi naczyniami, były ręcę , a właścieiw cały człowiek, który je wytwarzał. No serio tak przystojnego garncarza to nawet na filmach sie nie spotyka. ^^

To zdjęcie nie oddaje prawdziwego oblicza garncarza.


Byłyśmy w przecudownie pięknym ogrodzie Królowej Marii Rumuńskiej i w jakichś ruinach Greckiego polis. Historio jak jak kocham cię dotykać. chodzić tymi samymi ścieżkami co kiedyś piękna królowa, albo patrzeć na miejsce, w którym dawno temu jacyś nadzy greccy posłowie siedzieli w aromatycznych oparach i gawędzili o polityce, albo też nie :)
 W ogrodach zakosztowałam w degustacji przepysznych win, w tym lokalnego specjału wina
figowego, na którego produkcję właściciel ma wyłączny patent.

Degustujemy



Takie tam przed śmiercią.
Niestety, robiłam zdjęcie tej sauny, ale jakoś mój telefon postanowił go nie zapisywać :(
Wieczorem czekała na nas uczta bułgarska z pyszną kolacją, rakiją- czyli bułgarskim spirytusem i pokazem tańców ludowych. (Jak oni potrafią szybko przebierać nogami! )To był najlepszy dzień z tego tygodnia.

Przywitano nas chlebem, który zanurzało się w czerwonej przyprawie



Ja i Rakija.



Chciałam dodać wam świetne nagranie z tego tańca ale chyba nie umiem :c Wyglądało to mniej więcej tak:
 Ale moje wydaje mi się ciekawsze. Szkoda, ze nie jestem wystarczająco uzdolnionym informatykiem...




***
Zaobserwowałam ciekawe zjawisko, spotkanie dwóch czasów. Ten dawny, ludowość ukazaną w tańcu, w którym dwoje głównych tancerzy odgrywają pewien rodzaj inscenizacji jak to kiedyś mężczyźni faktycznie starali się o kobiety, próbując im imponować. I czasy dzisiejsze, gdzie w zatłoczonym klubie pijani i spoceni ludzie całują się (lub robią coś jeszcze) z każdym do kogo się odwrócą. Coraz częściej boli mnie kierunek, w którym zmierza świat.


Podsumowując:
8 gorących niezapomnianych nocy.
ok 15 poznanych Niemców, Rosjan i Polaków :)
po 5 kg zjedzonych górków i pomidorów
ze 6kg wchłoniętego arbuza
...za dużo spożytego alkoholu.... ( ciii )
oraz całkiem spieczony tyłeczek


2014/07/28

Renowacja time!

Ehhh wakacje mijają, co? Nie nie chce was straszyć, moje się zaczną dopiero w niedziele więc ja jeszcze nie odczuwam ich końca. 

Znalazłam dzisiaj skarb.

No ok, znalazłam go/ją  wczoraj, ale dzisiaj dałam jej nowe życie.
Ta ona, to stara 34-letna walizka, z którą moja ciocia kiedyś jeździła na kolonie :)
Postanowiłam dać jej drugie życie.

I tak po 5h, z pomocą kawałka materiału, nitki, igły, kleju i taty z gwoździkami odreperowaliśmy walizeczkę tak, że nadaje się do użytku. Pozostało mi tylko zwiedzać i zbierać naklejki, by przyozdobić ją z zewnątrz ^^

Tak wyglądała kiedy ją znalazłam - okurzona. Bardzo.



Zamki tata już zdążył mi przedmuchać, jakąś swoją dmuchawą z warsztatu xD



Jeden zerwany paseczek.

A tutaj już gotowa!


Tak bardzo artystyczna aranżacja.

Inwencja twórcza- dodałam kieszonkę :)


Nowy paseczek.

A tak wygląda lekko umyta i z pomalowanymi zadrapaniami;)



To tyle. Tak tylko się chciałam pochwalić.
Jedno mnie zadziwia. Od tak dawna polowałam na taki gadżet. Byłabym w stanie pojechać do Wielkiej Brytanii na pchli targ by taka dostać, a ona sobie spokojnie leżała w piwnicy u mojego wujaszka! ^^

2014/07/11

Okay?

Dwie minuty temu skończyłam czytać "Gwiazd naszych wina" Johna Greena. Przyznam, że zastanawiałam się nad tą książką wcześniej, ale decyzje o wciśnięciu jej do mojej zatłoczonej kolejki czytelniczej podjęłam pod wpływem komentarza pewnego Anonima.

Ehhh...-pozwolicie, że sobie westchnę.

Jest to zdecydowanie dobra książka. Modna w związku z jej niedawną ekranizacją.
Przyznam się teraz serio, że trochę nie wiem co napisać. Nigdy nie byłam dobra w recenzjach ale powiedzmy, że się postaram.

Książka napisana została oczami szesnastoletniej Hazel Grace, która jest normalną nastolatką i lubi oglądać America's Next Top Model. Pewnego dnia poznaje innego normalnego nastolatka i tak się zaczyna ich wspólna historia. No dobrze, z tą normalnością trochę przesadziłam. Hazel i jej przyjaciel cierpią na nieuleczalne choroby. Z winy gwiazd nie dane im jest się wspólnie zestarzeć. Ale gdyby nie te choroby pewnie nigdy by się nie poznali. (Taka moja mała dygresja na temat przeznaczenia)

Książkę czyta się lekko, a język, chociaż miejscami jest bardzo baaaardzo głęboki, zwłaszcza gdy wypowiadają się głowni bohaterowie, wcale nie czyni go niezrozumiałym. Czytając miałam wrażenie, że przynajmniej co dwie strony znalazłabym z pięć dobrych cytatów.

Historia tych dwojga nie jest wesoła. Ale. Czytając czasami śmiałam się.

Nie, nie płakałam pod koniec. Przyznaje się byłam blisko, ale nie.

Nie chce nikomu spojlerować, ale rozumiecie chyba jak działa rak.

Na temat samego autora wypowiedzieć się po jednej książce nie mam prawa, więc nie będę go dziś osądzać.



Podsumowując, nie była to moja książka życia, aczkolwiek godna polecenia. Nie jest długa więc myślę, że przeczytanie jej nie zajmie wam dłuższego czasu. Zwłaszcza, że wciąga. Nie ma jakiejś porywającej fabuły zawierającej tajemnice i  zwroty akcji. Chociaż nie- zwrot akcji jest. Ale koniec spojlerow- lepiej przeczytajcie :)


PS. Mam świadomość, że nie była to popisowa recenzja, ale jak już wspomniałam i jestem z wami szczera - książka jak książka. Czytałam lepsze. Ale to tylko JA. To TY musisz ją przeczytać by się przekonać, czy czasem nie jest książką, która wstrząśnie Twoim życiem.



http://data2.whicdn.com/images/125905012/large.jpg