2015/12/02

Stop Hejtom.

Mogę się pokusić o stwierdzenie, że każdy z nas raz chociaż zetknął się z tzw. mową nienawiści. Mam tez ogólnie wrażenie, że więcej w dzisiejszych czasach nienawiści i złych wiadomości niż komplementów i radosnych nowin. Oczywiście mogę tu trochę hiperbolizować, ale powiedzmy sobie szczerze. Anonimowość jaką daje internet nie kusi raczej do obsypywania nieznajomych komplementami. Prędzej mając możliwość bezkarności obrzucimy kogoś mięsem niż go pochwalimy (za to wolelibyśmy być rozpoznawani). Fora internetowe, strony i portale zalewane są szeroko pojętym hejtem. I to dzieje się nie tylko w sieci, w końcu ściany budynków mogą w tym przypadku być swego rodzaju przodkami choćby wall'a na facebooku. Tam również młodzi gniewni zostawiają graficzny ślad po tym, co im na żołądku leży.

Widzimy to wszyscy. Walczyć z tym też możemy wszyscy. 

Brałam dzisiaj udział w warsztatach "HEJTSTOP" organizowanych przez NZS UAM. Sama, przyznam się, nie bardzo wierzyłam w skuteczność walki z tym zjawiskiem. Po dzisiejszym dniu nauczyłam się kilku rzeczy o tej walce. Nie należy na to pozwalać. Sprawmy, by nasz świat był dobry i radosny! Tak wiem, że to zabrzmiało jak słowa sloganu słabej kampanii wyborczej, ale przekaz był jasny.  
Wejdźcie na stronę i zapoznajcie się ze sposobami hamowania hejtu w sieci. To nie wymaga wielkiego wysiłku.:) A jeśli chcecie działać od razu, zapraszam na ostatnią część dzisiejszych warsztatów, na które trochę nie bardzo pozwoliła nam pogoda. Chodzi mi o zamalowywanie jednego z hejtów na poznańskich budynkach. Jeśli chcecie działać, albo po prostu z czystej ciekawości zobaczyć jak to jest malować po budynku weźcie znajomych i zróbmy coś aby pomóc miastu w walce z mową nienawiści. Informacja powinna pojawić się na wydarzeniu jeśli będziecie zainteresowani :) 

Raz jeszcze zachęcam: Nie dajmy się obrzucać hejtem i nie dajmy nim smarować innych. Jeśli widzicie komentarz, który kogoś obraża - kliknijcie zgłoś - to nie boli. Wręcz przeciwnie, możecie pomóc by nie bolało adresata tego hejta, bo być może  go nie przeczyta. 

***
Strony:

, 

2015/11/29

Teatralne doznania.

Sobota minęła mi bardzo teatralnie.
 Z rana udałam się na wyprzedaż kostiumów do Teatru Muzycznego. Bardzo fajny pomysł jeśli spojrzeć na to przez pryzmat nadchodzącego karnawału. Osobiście uwielbiam przebierane imprezy, a nie każdy ma taką wyobraźnię i zdolności aby stworzyć coś samemu od zera. A nawet jeśli nie chcesz nic kupić, to kto by się oparł pokusie pogrzebania w teatralnych kostiumach, choćby tylko po to by sobie kilka po przymierzać :)
Nie nastawiałam się specjalnie na coś konkretnego, ale udało mi się zakupić nawet cały ciekawy kostium. Niestety nie wiem z jakiego jest przedstawienia.







Przymierzanie odbywało się w warunkach polowych czyli publicznie - czy się wstydzisz czy nie :)




Aby dopełnić teatralny dzień udałam się do CK Zamek na przedstawienie Studia Teatralne Próby "Bankiet" Witolda Gombrowicza. W samym zamku byłam dopiero drugi raz i cały czas się gubię, więc zajęło mi trochę czasu zanim znalazłam odpowiednia salę. Po serii labiryntów zobaczyłam grupkę ludzi więc zapytałam i okazało się, że trafiłam. Poczekałam jeszcze chwilę i kilka osób się ruszyło w kierunku wejścia, więc poszłam za nimi. Jeszcze trochę czekania - byłam jakoś w połowie kolejki, w każdym razie tak mi się wydawało. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam za sobą tłum. No można było się tego spodziewać, ponieważ na facebooku na wydarzeniu opcje wezmę udział zaznaczyło przeszło 170 osób, a i jeszcze ponad 200 było zainteresowanych. Kiedy w końcu nas wpuścili i zobaczyłam tę maluteńką sale zaczęłam się zastanawiać jakim cudem oni ich tu wszystkich pomieszczą? No właśnie nijak. Kiedy tak się zapełniło tak, że aktorowi zostało 20 cm sceny ktoś za to odpowiedzialny stanął w drzwiach i przeprosił ale niestety "nie wejdą państwo dzisiaj, zapraszamy w styczniu". Byłam w lekkim szoku jakie mam szczęście, bo nie tylko się dostałam, ale miałam jeszcze miejsce w pierwszym rzędzie :)
Sztuka lekko zagmatwana, ale spodziewałam się tego, to w końcu Gombrowicz. Kiedy wróciłam zapoznałam się bliżej z przesłaniem opowiadania i faktycznie aktorzy, w mojej opinii, świetnie je przekazali. W skrócie myślę, że pasowało to do przekonania, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą i tak w tym przypadku złe zachowania księcia tępo powtarzane przez dwór miały stać się dopuszczalne.
Jeśli ktoś z was był w nieszczęśliwej połowie, która nie weszła naprawdę polecam spróbować ponownie w styczniu, bo warto.

Ciekawy dzień,a tu jeszcze niespodzianka - kolejne przestawienie w tej samej sali. "Wielkie kazanie" Leszka Kołakowskiego. Monodram, w którym ksiądz wytykał zebranym wiernym (patrz:widownia), to, że oddają się szatanowi. Bardzo trafne spostrzeżenie moim zdaniem, gdyż faktycznie ludzie (nie mówię, że każdy) robią pobożne rzeczy nie dlatego, że tak trzeba, ale po to by ich Bóg po śmierci wiedział, że oni to robili i mieli u niego kolokwialnie mówiąc chody. Świetna gra aktorska moim zdaniem. Od samego początku ksiądz ten wydał mi się podejrzany choćby dlatego, że jego mowa ciała i "szalone oczka" nie pasowały do typowego obrazu klechy. Tak jak przypuszczałam nastąpił zwrot akcji i okazało się, że tak naprawdę był to diabeł. Powtarzał, że zło trzeba zwalczyć złem dlatego też on stał się zły, by pokonać diabła. Tutaj pojawia się błędne koło, ale autor dramatu odpowiada na to zdaniem, którego nie potrafię odnaleźć, ale chodziło o to, że należy w jednym dole stać aby ze sobą walczyć czy jakoś tak.  Diabelskie rozumowanie. Aczkolwiek sztuka również warta polecenia :)

2015/11/26

Studenci filmują.

Witajcie Kochani!
Jadąc dzisiaj tramwajem doznałam olśnienia. Gdybym nie była tak ściśnięta przez innych pasażerów to pewnie puknęłabym się w czoło. Zdałam sobie sprawę, że już od dwóch miesięcy mieszkam w Poznaniu i dosyć dużo się wokół dzieje, a ostatni post na bloga dodałam we wrześniu. Co się z tobą dzieje dziewczyno? 

Jako, że żyjemy w złotym wieku ekshibicjonizmu, który internet bardzo nam ułatwia postanowiłam, że zacznę dzielić się z wami moimi kulturalnymi przygodami. W końcu po coś założyłam tego bloga prawda? :) Jak mogłaś o tym zapomnieć...

Można powiedzieć, że pasjonuję się praktycznie każdą formą kultury, a mieszkanie w centrum większego miasta nareszcie ułatwiło mi do niej dostęp, także staram się chłonąć jak najwięcej. Nie będę zdradzać wszystkiego od razu, ale mam na oku kilka wydarzeń, w których chce wziąć udział i oczywiście mam zamiar się tym z wami podzielić :)  Bez zbędnych wstępów zaczniemy od dzisiejszego.

Szczęśliwie na początku roku udało mi się dostać do Kuriera Akademickiego, studenckiego programu informacyjnego. Jako niedoświadczona świeżynka na razie jestem w expresie czyli wydaniu ukazującym się wyłącznie na You Tube. Swoją pracą chcę zarobić na to, by przyjęto mnie do głównej redakcji. Do kolejnego odcinka razem z koleżanką z roku przygotowywałam materiał z Przeglądu Filmów Studenckich "Jedna Rolka" organizowanego przez Forum Kultury Audiowizualnej. Konkurs polegał na nadesłaniu filmu o dowolnej treści i formie mieszczącego się w maximum 11 minutach, ponieważ tyle trwała kiedyś jedna rolka filmowa. Po selekcji wybrano jedenaście filmów i wyświetlono je na dużym ekranie. A z nich jury wybrało zwycięzców. Również publiczność miała okazję wyrazić swoje zdanie przyznając nagrodę specjalną.
Śmiesznie się składa, (ale to połączenie bynajmniej nie było przypadkowe)że akurat również startowałam w tym konkursie z filmem zrealizowanym razem z grupą moich znajomych czyli moich najwspanialszych aktorów, którzy mnie zawsze dzielnie znoszą kiedy próbuje im wcisnąć kolejny projekt :)  Niestety nasz film nie przeszedł wstępnej selekcji i nie trafił do szczęśliwej jedenastki wyświetlanej na przeglądzie.
Pokaz odbył się dzisiaj w Nowym Kinie Pałacowym w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Były bardzo ciekawe tylko szkoda, że godzina taka trudna, bowiem odbywało się to w południe, więc ciężko było zabrać znajomych, którzy mieli np. w tym czasie zajęcia. Jednakże pomysł bardzo ciekawy i mam nadzieję, że za rok będzie jeszcze bardziej dopracowany oraz, że niedługo pojawi się więcej tego typu inicjatyw dla studentów :)

Nie mam się w sumie co rozpisywać tylko po prostu zaproszę was na kolejny odcinek Kuriera Akademickiego Express, który powinien wyjść w przyszłym tygodniu. Nie omieszkam udostępnić linku oczywiście :)

Na koniec zapraszam do obejrzenia mojego dzieła. Może chociaż wam się spodoba :) A jeśli nie, jestem chętna przyjąć każdą konstruktywna krytykę. Podkreślam KONSTRUKTYWNĄ, bo jeśli ktoś się nie zna i  napisze mi tylko, że się nie nadaje, bo wyszło głupio będzie mi tylko niepotrzebnie przykro, a i nic się po tym nie nauczę :P
Zapraszam do komentowania i do zobaczenia mam nadzieje niedługo i bardziej regularnie :)





2015/09/08

Niesprawiedliwa niesprawiedliwość.

Nie da się nie zauważyć, że ta cała sprawa z emigrantami zaczyna robić się parząca. W internecie krążą wiadomości, filmy i zdjęcia o zabarwieniu raczej negatywnym. Staram się być wierną przekonaniu, że każdy człowiek, niezależnie od pochodzenia, koloru skóry czy wyznania ma takie samo prawo do życia, tak jak jemu się podoba, ale najwyraźniej jestem w mniejszości. Szczerze? Nie ma chyba na świecie religii, która byłaby choć trochę tolerancyjna dla innych.Tak wierzcie w co Wam się podoba, przestrzegacie praw, które uważacie za słuszne.
Ale nie potępiajcie innych, tylko dlatego, że ich prawa i wiara się od Waszych różnią. 

Właśnie obejrzałam ten filmik, udostępniony przez mojego znajomego na portalu społecznościowym.
http://m.demotywatory.pl/4545464

Jestem przerażona. Nie, zdruzgotana. Właściwie nie wiem jakim słowem opisać swój stan po tym, co tu zobaczyłam.

Muzułmanie wygnani z własnego kraju, przyjęci przez życzliwość Rządu angielskiego, wyzywający organy władzy tegoż kraju i osądzający innych jego mieszkańców. Co złego jest w tym obrazku?

Ci ludzie chcą żyć tak jak im nakazuje ich BÓG. Inni ludzie mieszkający w tym samym mieście, tak jak im nakazuje ich BÓG. Po co się nawzajem porównywać? Do czego to prowadzi?

W obliczu wojny, podczas której powinniśmy się jednoczyć jako dobrzy ludzie przeciwko innym ludziom, którzy wybrali złą drogę, wyzywamy się i kłócimy o to, kto w mniemaniu innych wygląda jak większy grzesznik, a kto mniejszy.

Nigdy nie osądzałam wiary innych. W ogóle staram się unikać takich tematów jak wyznanie czy polityka, bo wiem, że to najbliższa droga do kłótni. A tak nie powinno być! Powinniśmy nauczyć się szanować wybór innych, ich gusta i preferencje.

Kropla W Morzu.
Tyle znaczy moje słowo wobec świata. Gdzieś kiedyś usłyszałam takie mądre zdanie: Jeśli chcesz zmienić świat, musisz zacząć od samego siebie. Proszę, nie osądzajmy się nawzajem, POMAGAJMY SOBIE. I jeśli ktoś Wam pomaga, np. przyjmuje do swojego kraju, abyście mogli żyć w spokojnie, daje wam pomoc materialną, nie osądzajcie Go tylko dlatego, że Jego BÓG nie nazywa się tak samo jak Wasz.

Odpowiadaj zawsze sprawiedliwością na niesprawiedliwość. A nie na odwrót. Tak chyba kiedyś powiedział BÓG. Serio, nie mam zamiaru obrażać żadnego wyznania, ale nie ważne który. Ważne, by to dotarło.

Szczerze mam nadzieję, że dotrze. Podoba mi się moje życie i nie zrobiłam nic złego dlatego nie chce by zostało zniszczone tylko dlatego, że komuś przyjezdnemu nie spodoba się moja "za krótka spódniczka".

2015/09/06

Girl and the City: Part 1

Właśnie spędziłam po raz pierwszy weekend w nowym mieszkaniu. Przyjechałam w piątek wieczorem obładowana po zęby ciężkimi torbami, przestraszona, że mogę zgubić  się po drodze do mieszkania. Nie byłam pewna czy w autobusie dam radę kupić bilet, a za późno już było biegać z tym bagażem i szukać kiosku. Zapytałam się pani na przystanku ale nie umiała mi odpowiedzieć. Pełna obaw stałam tam tak, cichutko ale chyba musiałam wyglądać na przestraszoną, intensywnie myśląc, coż pocznę jeśli faktycznie nie kupie biletu! (o nie czyż bym musiała "na gapę"...) Przyglądałam się nadjeżdżającym autobusom i czaiłam czy w środku jest automat. W tym był, a w tamtym nie, jaką mogę mieć gwarancję, że akurat w moim się trafi?
Stałam tak i widziałam chłopaka, który słyszał jak pytałam się w tej sprawie tamtej pani. W pewnym momencie spojrzał, uśmiechnęłam się, chyba nadal lekko scykana. Wtedy on po prostu podszedł i zapytał jakiego potrzebuje biletu. Odpowiedziałam mu, a on wręczył mi swój i odwrócił się w kierunku właśnie odjeżdżającego autobusu. Sięgnęłam po portfel by oddać mu za wartość biletu ale tylko machnął ręką i wsiadł. Zdążyłam jedynie podziękować.

Całe życie mieszkam na wsi i czasem przebywam w niezbyt dużym miasteczku, więc gdy przyjechałam do dużego miasta spodziewałam się, że ludzie będą raczej przewracać oczami kiedy o coś zapytam, a tu taka miła niespodzianka.

Jeśli mój wybawca to czyta, co zdaje sobie sprawę, jest mało możliwe, to chciałam raz jeszcze podziękować. Naprawdę uratowałeś mi tyłek, bo w moim autobusie akurat nie było biletomatu :)

2015/07/25

Psychizacja krajobrazu.

Wiecie co to takiego psychizacja krajobrazu? To taki zabieg w literaturze i filmie, dzięki któremu można poprzez np. pogodę pokazać odczucia wewnętrzne bohatera. Po prostu dzikim zbiegiem okoliczności kiedy bohater jest smutny pada deszcz, a kiedy przydarza mu się coś miłego świeci śliczne słońce. Trochę to naciągane gdy się na to patrzy lub o tym czyta, ale to jest możliwie. O tak. Przekonałam się o tym dzisiaj.
Chciałam pojechać w jedno miejsce, ale nikomu nie pasowało więc stwierdziłam, że wybiorę sie sama- czemu nie?
Niestety, zaczął padać deszcz. Wyjeżdżając z domu miałam dziwne uczucie, że może coś pójść nie tak, ale jechałam dalej. Kiedy dojechałam na miejsce i wydałam dyche na parking okazało się, byłam zbyt roztrzepana, by dokładnie wszystko sprawdzić i okazało się, że pomyliłam lokalizację. Było już za późno i nie miało sensu szukanie tego miejsca, więc jedyne co mi pozostało to wrócić. W depresyjnym nastroju wracałam w strugach deszczu do pustego domu. Miałam mieć plany na popołudnie, ale też nie wypaliło. Siedziałam smutałam, a za oknem dalej deszcz. Kiedy nagle okazało się, że mogę spotkać się z koleżanką wieczorem i nie pozostaje mi perspektywa siedzenia samemu i oglądania niczego  telewizji, ucieszylam się oczywiście. I co wydarzyło się w tamtym momencie? Tak. Wyszło słońce! Normalnie nie wierzyłam w to co widzę. Głupie, ale prawdziwe. Czyli jednak ta psychizacja nie jest aż taka naciągania :-)
Moja rada na dziś -jeśli masz przeczucie SłUCHAJ SIĘ GO. Nie od parady nazywa się to szóstym zmysłem. On może Ci pomoc. ^^
Inaczej możesz wydać 10zł, zmarnować benzynę i 2godziny. Tak tylko mówię ;)

2015/07/11

Nie ma jak dobry "melanż".

Wiecie jak to jest, kiedy czyta się dobra książkę i wiesz, że jest późno, ale zostało ci tylko kilkadziesiąt stron do końca i nie ma w niej rozdziałów, żeby zmusić się do pałzy? Ja tak miałam wczoraj.
Wróciłam z pracy poźno, bo o 22. Byłam pewna, że momentalnie zasnę, ale tak jak to robiłam cały tydzień w wolnej chwili, sięgnęłam po książkę i zaczęłam czytać. Czas leciał, strony się przewijały, a ja wcale nie czułam zmęczenia. Potem moja mama poszła spać. W nocy wócił mój tata z pracy, a ja dalej czytałam, bo precież zostało mi kilka stronek. Nie powiem troszkę mi sie rozmazywał wzrok, ale jako tako spać mi się nie chciało. Dziwne trochę.
No więc dobrnęłam do końca i z uśmiechem( zakończenie bardzo mi się podobało) wstałam i spokojnie odłożyłam książkę na półkę. Wtedy podniosłam wzrok na okno dachowe. Na jasno niebieskie okno dachowe. Nie czarne, jasno niebieskie. Chwile mi to zabrało aby ogarnąć, że jest już jasno. Pobiegłam do zegarka i okazało się, że jest 4.23 rano! Zaśmiałam się na głos sama do siebie i udałam się do łazienki.
Nie czułam sie zmęczona, ale i tak postanowiłam położyć sie spać w końcu.
Z uśmiechem na twarzy, jak po badzo udanej całonocnej imprezie.
Czytając książkę można przenieść się w inne miejsce, z którego wcale nie ma się ochoty wracać. Cieszę się, że mam możliwosć tego doświadczyć kiedy tylko mam ochotę. I bardzo szczerze polecam :)