2015/06/13

Shake it off!

Znacie to uczucie, ten moment w  życiu kiedy macie dużo czasu i możecie praktycznie zrobić wszystko co wam się podoba? Żadnych zobowiązań terminów, nauki... To właśnie dzieje się w moim życiu. W tej sekundzie. Tyle, że chce robić wszystko, mam cały wolny dzień i hulaj dusza itd. ale. Ale wiem, że wieczorem idę do pracy, moja najlepsza przyjaciółka jest dwa tysiące pięćset piętnaście kilometrów stąd, większość znajomych coś robi, a ja nie lubię siedzieć sama na słońcu, a jedyna rzecz o jakiej myślę to wyjazd na wakacje na które muszę czekać jeszcze dwa tygodnie. Chce coś zrobić, ale nie chce. ( No co, jestem kobietą.)
No wiec siedziałam tak sobie przed komputerem w moim zimnym domu i zaczynałam się załamywać, bo nie wiem co ze sobą zrobić i chyba zaczęłabym zaraz płakać.

Jednakże wpadłam na genialny pomysł.

Ruch pomaga na wszystko, zapamiętajcie to sobie.

Pogłośniłam wiec muzykę i zaczęłam tańczyć. Ok, może taniec to za dużo powiedziane w tym przypadku. Nie skromnie uważam się za dość dobrą tancerkę, ale gdybym zrobiła to co właśnie zrobiłam publicznie zdecydowanie wszyscy by uciekli. Zdecydowanie.

Ale wiecie co? To było tak przyjemne! Po trzech czy czterech piosenkach leżałam na dywanie uśmiechając się i dysząc ze zmęczenia i już myślałam, że nigdy nie przestane takie to było fajne! Właśnie wtedy puścili piosenkę Eweliny Lisowskiej i wszystko opadło....
Anyways!

Moja rada dla wszystkich, którzy znajdą się w tak trudnej do zdefiniowania emocjonalnie sytuacji :

TAŃCZCIE!
No może nie koniecznie do rytmu albo w ogóle do ludzi, ale ruszajcie się tak jak wam to sprawia przyjemność. Albo ŚPIEWAJCIE, cokolwiek. Wyraźcie się jakoś. Sami dla siebie. Mam sprawdzone info, że to naprawdę działa ^^

BTW.
Szacunek dla was ludzie, którzy potrafią przybić gwóźdź do ściany. Serio, szacunek. Najwidoczniej to nie jest takie proste na jakie wygląda.

2015/05/31

Takie jedno miejsce.

Jak to mówią - nie ważne gdzie ważne z kim.
Na pewno każdy z nas ma takie miejsce, które kojarzy mu się tylko dobrze. Zakładam, że raczej nie jest to szkoła czy poczekalnia w przychodni. Anyways... Ja mam takie miejsce chociaż, to nie miejsce samo w sobie  jest na tyle magiczne, co ludzie z którymi się tam spotykam i tworze wspomnienia. Jak pewnie zauważyliście(bystrzaki)w poprzednim poście - lubię utrwalać wspomnienia w krótkiej i przystępnej formie i chwalić się nimi w internecie. Cóż po coś założyłam właściwie tego bloga. Nie no nie tylko dla tego. Aczkolwiek mam dla was kolejny film. Tym razem wgląd w spokojne życie tzw. szlachty polskiej, która to się jak wiadomo najlepiej bawi. ^^

Także bez zbędnego owijania w bawełnę oto przedstawiam wam moją małą Arkadię...


2015/05/27

Powrót zza krat


FREEDOM!  LIBERTÉ! SVOBODA! LIBERTAS! WOLNOŚĆ!


Co to ja... A. Już napisałam MATURĘ!
Szczerze? Wbrew oczekiwaniom nie leżę i nie pachnę przez całe 24... Mam tak napięty harmonogram, że ledwo wyrabiam. Nareszcie mam czas na realizowanie pasji, a mam ich trochę za dużo na raz chyba.
Tak żeby was nie zanudzać od początku. oto próbka jednej z nich i wspomnienie minionego weekendu ^^





Na koniec BIG dzięki dla ekipy z wehikułu nr 33!

2015/04/03

Ludowe Pisanki.

Witajcie kochani! Ja tak tylko na chwilkę znad książek nos wysuwam, żeby życzyć Wam Wesołego Jajka!(czy dla Was też to brzmi tak jakoś nie tak?) I mokrego Dyngusa( byle pogoda nie chciała z nami szaleć deszczem ...) I w ogóle wszystkiego wszystkiego najszczęśliwszego!!!

Z okazji tego, że mam tak fajnego nauczyciela historii, który skutecznie zajął mi czas na te ferie świąteczne nie mam zbyt wiele czasu.

Pozdro dla Pana Grzesiaka ^^


Ale kiedy wpadałam wczoraj na Weheartit.com na taki pomysł na pisanki postanowiłam podzielić się z Wami rezultatem mojego eksperymentu.



Przygotujcie sobie: 

* Ugotowane jajka


*Jakieś pojemniczki wypełnione wodą z barwnikiem spożywczym. Ja używałam Dr. Etcera w płynie, ale szczerze mówiąc w burakach pewnie było by ładniej :) 




*Liście, różne kształty jakichś roślinek, które płasko pokryją powierzchnie jajka. Próbowałam też z 
koronkową skarpetką.



*Skarpetki/pończochy/rajstopy -co tam macie.


*jakieś gumki do zabezpieczenia. 



Montujemy całość o tak:


I wkładamy do słoika:





Odstawiamy na jakiś czas. U mnie trwało to gdzieś tak  1,5 h.

Wyszło mi różnie.


Zielony listek ładnie, ale trochę za słaby barwnik.


Czerwony to mój faworyt :)


Z koronką niestety poległam. Jeśli macie okazję może wyszłoby z gotowanym barwnikiem, który bardzo szybko zabarwi i koronka nie przesiąknie.


Kompletnie za to odradzam Tuję. Zbyt gruba i jajko nie ma wcale wzoru, jedynie lekką żółtaczkę od barwnika.


Bardzo mi się jednak podoba jak to wyszło. Tak... ludowo :)





***

A to moja Księżniczka Na ziarnku Grochu :)



2015/02/20

Kierowca Bombowca

Jak miło jest znaleźć się w piekle i móc czekać w poczekalni :)

Byłam tam wczoraj, Dwie godziny na tyłku, na twardej ławce z sercem w gardle, bo moja najlepsza przyjaciółka zdawała na prawko. Mówię wam, jeśli myślicie, że kiedy sami zdajecie jest nerwowo, to weźcie czekajcie na kogoś innego ...
Jeszcze obok mnie usiadła jakaś mentalnie nie do końca zdrowa osoba. Przez całe 2 h (tak WORD miał dwie godz poślizgu, egzamin z 11 zdawało się po 13) gadała do siebie tak zestresowana, że myślałam, że zacznie płakać. Z początku tak tylko mamrotała, ale z każdą kolejną minutą coraz mniej się przejmowała i mówiła całkiem głośno. W pewnym momencie tak się o coś zapytała, że odruchowo odpowiedziałam "Słucham?", odwróciłam się do niej, a ona tempo wpatrzona w ekran. Aż mnie ciarki przeszły. Już kilka razy chciałam jej zwrócić uwagę, ale nie chciałam robić afery, myślałam, że sama przestanie. Ale tak się nie stało. Mogłoby się wydawać, że zależy jej bardzo na osobie, za którą czeka. Tyle, że jak już ta osoba zdawała manewry na placu, to moja niezdrowa sąsiadka zaczęła przeklinać i wyzywać dziewczynę o dup i innych nieporadnych. Modliłam się wtedy, żeby dziewczę już wyjechało albo lepiej nie zdało i niech obie idą ... Wiem, że nie ładnie z mojej strony... Ale w pewnym momencie zaczęło mi się udzielać!

W każdym bądź razie MOJE dziewczę wkroczyło do grona odpowiedzialnych dorosłych i nareszcie oszczędzę trochę na benie.
Brawo Mała :*

PS. Tak wiem, że to ja przynoszę szczęście ;*

2015/02/02

Hakuna Matata na autopilocie umarło.

Od wczoraj słońce zaczęło się trochę uśmiechać zza chmur. W momencie, w którym przebiło się przez zakurzone szyby sędziwego budynku mojego liceum uświadomiłam sobie, że od stycznia jestem właściwie na autopilocie. Przypomniałam sobie jak w pierwszej klasie nie miałam samochodu i czekałam na autobus czasem po 2h siedząc w restauracji przy kawie i czytałam książki. Brakuje mi tego spokoju, jaki panował wtedy w mojej głowie. Nie spieszyłam się. Teraz moim Bogiem jest matura, która jest bardzo srogim Bogiem i nie daje moim myślom spokoju. Nawet teraz. Słońce zachodzi, ja leże w łóżku i jedyne co zajmuje moją uwage to nastrojowa muzyka i mruczący mi do ucha kot. Ale coś psuje ten piękny obrazek. Dookoła mnie leżą książki i marszczą się z oburzenia, że ich nie czytam. Że nie ucze się na jeden sprawdzian, na kolejny, nie czytam lektury, nie powtarzam do matury z angielskiego, polskiego, historii, matematyka depcze mi po głowie.
Z pozoru jest to spokojne popołudnie, cisza, relax. Ale wewnątrz toczy się wojna sumienia i strachu.

Tęsknie za życiem zgodnie z filozofią bohaterów dzieciństwa. Hakuna Matata.

Hakuna Matata nie istneije w świecie dorosłych.

Hakuna Matata umarło.

Mówią, że kreatywny dorosły to dziecko, które nigdy nie dorosło.

Mam nadzieje, że po wakacjach moje dziecko zmartwychwstanie.

Że moja Hakuna Matata zmartwychwstanie.

I znowu życie będzie takie jakie być powinno.

Takie jakie sama sobie zaplanuje.